Kochanie_zabilam_nasze_koty_38PPA_fot_slawek_przerwa-9646

    KOCHANIE, ZABIŁAM NASZE KOTY

    TEATR MUZYCZNY CAPITOL, DUŻA SCENA, UL. PIŁSUDSKIEGO 67
    CZAS 170 MIN Z JEDNĄ PRZERWĄ
    UWAGA: DYM

    TEATR NOWY IM. TADEUSZA ŁOMNICKIEGO W POZNANIU

    REŻYSERIA: CEZI STUDNIAK
    ADAPTACJA: MICHAŁ PABIAN
    SCENOGRAFIA: MICHAŁ HRISULIDIS
    KOSTIUMY: MATEUSZ STĘPNIAK
    MUZYKA: KRZYSZTOF „WIKI” NOWIKOW
    VIDEO: KAROL RAKOWSKI
    CHOREOGRAFIA: JAROSŁAW STANIEK
    REŻYSERIA ŚWIATŁA: KATARZYNA ŁUSZCZYK
    ASYSTENT REŻYSERA: MICHAŁ KOCUREK
    INSPICJENCI: JADWIGA FIGIEL-IDZIAK, JÓZEF PIECHOWIAK
    WYSTĘPUJĄ:
    MARTA SZUMIEŁ: FARAH
    KAROLINA GŁĄB: JOANNE
    ANNA MIERZWA: GO LORES
    MICHAŁ KOCUREK: ZJO CZYLI ZNOWU JAKIŚ ON
    ŁUKASZ CHRZUSZCZ: MENTOREK
    ANDRZEJ NIEMYT: HUN CZYLI HUNGARYSTA ALE I NAJEŹDŹCA
    ANTONINA CHOROSZY: SYRENA MATKA
    BOŻENA BOROWSKA-KROPIELNICKA: SYRENA PEDAGOG
    EDYTA ŁUKASZEWSKA: SYRENA PRESEKSUALNA
    AGNIESZKA RÓŻAŃSKA: SYRENA GŁĘBOKO ZAWIEDZIONA SAMĄ SOBĄ
    MARTYNA ZAREMBA-MAĆKOWSKA: ONA CZECHOWOWSKA
    MATEUSZ ŁAWRYNOWICZ: ON CZECHOWOWSKI
    MICHAŁ PABIAN: PETER

    PRODUKCJA PPA: KAROLINA GONERA

    „Kochanie, zabiłam nasze koty” to fantazja: Dorota Masłowska wyobraziła sobie Amerykę wyobrażoną przez Polaków wychowanych na amerykańskich serialach, bliskich życia filmach w oscarowej obsadzie i powieściach o walce z przeciwnościami losu. Akcja powieści rozgrywa się w fikcyjnym, wielkim i pełnym obcych ludzi mieście, którego fikcyjne bohaterki – elokwentne jak gwiazdy zwierzające się w kolorowej prasie z codziennych kłopotów i radości – wiedzą wszystko i nic.
    Tekst Masłowskiej  – jak to u Masłowskiej, takingnothingseriously – bardziej składa się ze słów, zdań i akapitów niż sensów i diagnoz, te każdy sobie dopisze sam, jeśli taką ma potrzebę. Te słowa, zdania i akapity  – „totalnie lynchowskie”, jak napisał pewien krytyk – łatwo przełożyć na quasi-musical w formie telewizyjnego patrzydła, konsumowanego – ech, te nasze wyobrażenia o Ameryce – z pilotem w jednej, i z sojową caffè latte [kafˈfɛ ˈlatte] w drugiej ręce.

    Nie chodzi tu jednak o opowiedzenie głupawej historyjki o niczym, ale o stworzenie z „niczego” tematu głównego – tłumaczy reżyser spektaklu Cezary Studniak. – Nic jako podstawa wszystkiego i jednocześnie nic pojemniejsze od wszystkiego. Nic jako zapalnik do działania, inspiracja do życia. Nic jako coś!!! Nic jako prawda dzisiejszych czasów, nic jako religia i filozofia życia, nic bezpośrednio jednak nienazwane, niezauważone jakoś, czyli bardzo niebezpieczne, sterujące resztkami zachowanych instynktów bez naszej świadomej akceptacji, ale za to z bezmyślnym przyzwoleniem.

    FOT. SŁAWEK PRZERWA / PPA